piątek, 11 sierpnia 2017

Gdy świat wypada z utartych kolein - czyli "Utracony dar słonej krwi", Alistair MacLeod [recenzja]








Cape Breton – to wyspa na Oceanie Atlantyckim, wchodząca w skład kanadyjskiej prowincji Nowa Szkocja. Na Cape Breton od wielu pokoleń mieszkają potomkowie emigrantów ze Szkocji i Irlandii. Część wybrzeża to Industrial Cape Breton – skansen przemysłowy, który dziś obrazuje i dokumentuje historię górnictwa, przemysłu i rybołówstwa w tym regionie. To także – „mała ojczyzna”, której specyficzny charakter, koloryt, a przede wszystkim przełomowy moment w dziejach (upadek przemysłu i konieczność zerwania z wielopokoleniową tradycją) uchwycił i utrwalił Alistair MacLeod w swych opowiadaniach, które dotąd nie były dostępne polskiemu czytelnikowi. Siedem z nich znalazło się w zbiorze: Utracony dar słonej krwi.  

Nieuchronne zmiany

Cape Breton to środowisko górników i rybaków, świat ciężkiej pracy i okrzepłej tradycji. Życie mieszkańców jest oparte na surowym kodeksie; dyscyplina wykształciła w nich niezłomność i silne poczucie obowiązku. Nie wszyscy wytrzymują w takich warunkach, ale każda ucieczka w poszukiwaniu lepszego życia - zawsze przepełnia całą społeczność niewypowiedzianym żalem. Nadchodzi jednak moment, gdy trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Kopalnie są zamykane, wszystkim grozi bezrobocie, dla młodzieży na wyspie nie ma już żadnej przyszłości. Na oczach czytelnika rozgrywa się międzypokoleniowy dramat. Dorośli są sfrustrowani; ich życie jest twarde, ale dobre i uczciwe. Kim staną się ich dzieci, gdy wyjadą? Chłopcy podejmujący walkę o swoje miejsce w świecie wiedzą, że niweczą plany rodziców i zdradzają ideały przodków. Odchodzą niosąc brzemię. Rodzice muszą przełknąć myśl o czekającej ich samotności.

Różne warianty tej samej historii

Narratorami opowiadań przeważnie są chłopcy, którzy opuszczają wyspę, albo mężczyźni, który po latach nieobecności pielgrzymują do swych rodzinnych domów. Wyjazdy lub powroty – to punkty wyjścia utworów. W większości przypadków uderzy nas podobieństwo powtarzających się motywów. To oczywiste, że rodziny z Cape Breton masowo przechodziły podobne rytuały, ale najprawdopodobniej powracamy do analogicznych sytuacji, ponieważ autor uporczywie dokonuje rozliczenia z własnymi demonami przeszłości.

Mistrzowsko ukazane relacje

Książka jest hołdem dla mieszkańców Cape Breton, a wnikliwe portrety i relacje rodzinne – są jej najmocniejszymi stronami. Opisy są oszczędne, ale głębokie i precyzyjne. Język jest bezpretensjonalny. Proza pozbawiona ozdobników i sztuczek swoją prostotą i elegancją oddaje surowość klimatu i ludzi, którzy na zewnątrz muszą być twardzi, jak skaliste wybrzeże, a w środku walczą z przelewającymi się falami emocji. Wszystkie opowiadania (niezwykle kameralne, z ich zwartymi opisami i dialogami) można sobie bez trudu wyobrazić w postaci sztuki scenicznej. Relacje w utworach są kluczowe. W rodzinne dramaty wnikamy stopniowo, a w pełni je poznajemy dopiero wówczas, gdy  uświadamiamy sobie, że decyzja głównego bohatera – niemal zawsze oznacza jeszcze dodatkowo wejście w konflikt z jednym z rodziców.


Utracony dar słonej krwi – to zbiór mistrzowskich miniatur (w doskonałym tłumaczeniu), które można polecić wielbicielom stylu i klimatu książek Crummeya oraz oszczędnej i wymagającej prozy Alice Munro (Alistair MacLeod był jednym z mistrzów noblistki). Tematyka opowiadań tylko pozornie dotyczy jakiegoś zagubionego skrawka ziemi. Emocje bohaterów i ich wzajemne relacje są uniwersalne. Każde z opowiadań odsłania prawdę o ludzkiej naturze. Utwór Bezmiar ciemności - ukazuje proces budzenia się tożsamości; uzmysławia, że czasem trzeba nabrać dystansu, by docenić trudy rodziców. Opowiadanie tytułowe uświadamia, że życie bywa przewrotne, a cena za porzucone dziedzictwo zawsze jest wysoka. Czasem ujawnia się dopiero po latach. Opowiadanie Łódź (obrazujące, że kraina dzieciństwa odciska piętno na całym życiu) - zaliczane jest do arcydzieł światowej klasyki…

Polecam znakomity wybór utworów Alistaira MacLeoda (warto nadmienić, że autor-perfekcjonista pozostawił po sobie zaledwie kilkanaście opowiadań i jedną powieść). Nie po raz pierwszy przekonuję się, że książkom, które firmuje wydawca i tłumacz - Michał Alenowicz - nie można nic zarzucić pod względem edytorskim, a ich treść, styl i tematyka - nigdy nie obniża wysokiego poziomu.  




Autor: Alistair MacLeod
Tytuł: Utracony dar słonej krwi
Tłumaczenie: Michał Alenowicz
Wydawnictwo: Wiatr od Morza
Premiera: 1 czerwca 2017
Ilość stron: 256
ISBN: 9788394352332




Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa:

16 komentarzy:

  1. Wiesz, że nie jestem wielką fanką opowiadań, ale tymi naprawdę mnie skusiłaś. Zwłaszcza tą surowością stylu, który musi doskonale korespondować z problematyką opowiadań. Swoje robi też wydawnictwo, którego jeszcze nie znam, a jednak dużo dobrego o nim słyszałam :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo też lubię w wydawnictwie to, że zbyt często nie odchodzi od przesłania zawartego w logo, trzyma się klimatu i wtapia w pejzaż morski:)

      Usuń
  2. :)wyspiarstwo mocno we mnie wrasta, więc przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale, będziesz miała okazję nawet zrobić to, co lubisz -
      przysiąść nad klifem;)

      Usuń
  3. Opowiadanie to bardzo trudna forma literacka. Trzeba się wykazać dbałością o słowo, a ja to uwielbiam. Zachęciłaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsi twórcy opowiadań muszą się wykazać dbałością o słowo, ale też równowagą między tym, co wypowiedzine, a tym, co przemilczane... Dziękuję za miłe odwiedziny i pozdrawiam:) Zbiorek polecam:)

      Usuń
  4. Lubię opowiadania, a tematyka tych napisanych przez MacLeoda wydaje mi się bardzo interesująca. Intryguje mnie, co to właściwie znaczy „dar słonej krwi” :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytuł jest przemyślany i świetnie oddaje ideę całego zbiorku. Jego interpretacja - to jeden ze smaczków lektury (jej clou), byłoby niewłaściwe podawać własny komentarz w tej sprawie:)

      Usuń
  5. Ha, po opowiadania sięgam niezbyt często, ale wydaje mi się, że jeśli ten zbiór wpadnie mi w ręce, to nie będę miał siły, by odmówić sobie jego lektury. Poprzez tematykę opowiadania kojarzą mi się odrobinę z prozą Francisco Coloane, a w szczególności z książką Opowieści z Dalekiego Południa. Bohaterowie opowiadań chilijskiego pisarza to również ludzie twardzi, którzy na swojej życiowej drodze muszą pokonać szereg przeciwności losu. A twórczość Alistaira MacLeoda kusi tym bardziej, że ostatnio często, za sprawą M. Atwood, goszczę w Kanadzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja Tobie - odpowiem jeszcze inaczej... Nie wiem czy czytałeś "Anię z Zielonego Wzgórza" - pewnie nie, bo ludziom (niesłusznie) kojarzy się, że to lektura jedynie dla dziewcząt. Dla mnie książka Alistaira MacLeoda jest lekturą, która uchyliła nieco szerzej świat takich ludzi jakimi byli Maryla i Mateusz Cuthbertowie - rodzeństwo z książki mojego dzieciństwa. Konkretnie mam na myśli etos pracy, który ci bohaterowie kultywowali i godność, jaka od nich promieniowała. W końcu Lucy Maud Montgomery i Alistair MacLeod - wywodzą się z tego samego kręgu kulturowego...

      Usuń
    2. Czytałem, czytałem, chociaż nie jest to książka, którą darzę jakąś szczególną sympatią :)

      Usuń
    3. Miałam na myśli, że Maryla i Mateteusz pasowaliby do Cape Breton...

      Usuń
  6. Niby opowiadania to nie dla mnie, ale tej książce mogłabym dać szansę. Napisałaś o nich w taki sposób, że ma się ochotę samemu przenieść na Cape Breton.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alistair MacLeod to jeden z tych pisarzy, który potrafi stworzyć portret człowieka z wszystkimi subtelnościami, pełen półtonów i półcieni; portret oszczędny, a jednocześnie ukończony - trochę niedopowiedziany, ale uzupełniony opisem natury. W każdym opowiadaniu opisy natury równoważą lub dopełniają emocje bohaterów. Może rzeczywiście ten zbiorek Cię przekona? W końcu każdy trafi na „swoje” opowiadania:)

      Usuń
  7. To coś dla mnie.....i małe formy, które dość lubię i tematyka mnie bardzo pociąga. Rzuciłam okiem na to co napisał i muszę stwierdzić, że tytuły jego książek wzbudziły moje zainteresowanie a okładki /gdybyż takie u nas książki posiadały / mnie zauroczyły .....mam nadzieję, że któreś wydawnictwo pokusi się o wydanie jego książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać, że okładka tej książki jest ciekawa, ale no właśnie, bo to wydawnictwo Wiatr od morza ją wydało. To może wyda i pozostałe.

      Usuń